Trwa ładowanie strony.
Myśl dnia:
W sprawach sumienia nie ma miejsca dla praw większości.- alfabetycznie tematycznie
- Akcje i interwencje
- Barman
- Blogi
- Cuda Polski
- Czerwony dywan
- Dziecko
- Film
- Forum
- Galerie
- Gry
- Higiena psychiczna
- Kobieta
- Kroniki policyjne
- Kuchnia
- Kultura
- Literatura
- Megasklep
- Między narodami
- Moda
- Motoryzacja
- Muzyka
- Muzyka klasyczna
- My konsumenci
- Mój dom
- Mężczyzna
- Nasi korespondenci
- Nauka i technologia
- Nowy Pompon
- Pasjonaci
- Plastyka
- Polska lokalna
- Prawdziwe historie
- Program TV
- Przedsiębiorczość
- Publicystyka
- Senior
- Sport
- Strona główna
- Teatr
- Turystyka
- Wiadomości
- Wyspa Skarbów
- Zdrowie
- Zwierzęta
- Życie na wsi
Sebastian Drobczyński: Tusk nie chce, by kandydat PO został prezydentem
O możliwych przyczynach decyzji premiera, szansach Lecha Kaczyńskiego na reelekcję oraz o „kampaniofilii" w polskiej polityce mówi w rozmowie z Netbird.pl praktyk marketingu politycznego i public relations Sebastian Drobczyński.
![]() |
| Sebastian Drobczyński |
Donald Tusk nie będzie kandydował w wyborach prezydenckich. Który z potencjalnych kandydatów PO na prezydenta byłby „łatwiejszy do sprzedania” wyborcom: Bronisław Komorowski czy Radosław Sikorski?
Zdecydowanie Radosław Sikorski, i to z wielu przyczyn. Ale mówiąc o decyzji premiera, o niekandydowaniu oraz o tym, który kandydat PO miałby większe szanse, musimy cofnąć się przynajmniej rok wstecz. Gdyby bowiem Tusk podjął tę decyzję rok temu, wówczas każdy z tych kandydatów miałby realne szanse, żeby zostać prezydentem. Mam jednak wrażenie, że premier umyślnie opóźnił tę decyzję o rok po to, żeby nikt z Platformy nie wygrał wyborów prezydenckich.
To bardzo ciekawa koncepcja. Dlaczego premier miałby nie chcieć zwycięstwa kandydata PO?
Z prostego powodu. Donald Tusk z Lechem Kaczyńskim nie wygrał. Dzisiaj więc, gdyby inny kandydat z PO wygrał z Kaczyńskim, od razu zyskałby dużo silniejszą pozycję niż Tusk. Stałby się przynajmniej równoprawnym partnerem w polityce. Z punktu widzenia marketingu politycznego czy kampanii wyborczej nie mogę znaleźć odpowiedzi na pytanie, dlaczego premier przez rok zwleka z podjęciem tej decyzji. Już kiedy Tusk spotykał się ze stoczniowcami ze Szczecina, powiedziałem, że kampanii prezydenckiej nie wygra. Pokazał niestety swoją słabość w kontakcie bezpośrednim. A dlaczego – oficjalnie – aż przez rok bił się z myślami? Nie potrafię odpowiedzieć. Polityk nigdy nie przyznaje się do rocznego zastanawiania się, chyba że robi to specjalnie. Przecież rok temu mógł już powiedzieć: „nie kandyduję, tworzymy wizerunek nowej, silnej jednostki, która wejdzie do pałacu prezydenckiego” – ten kandydat miałby wówczas 21 miesięcy, teraz ma raptem 9 miesięcy.
Wracając natomiast do pytania: Sikorski czy Komorowski, przeformułowałbym je na pytanie o to, któremu z kandydatów PO w ogóle pomoże w kampanii wyborczej. Komorowski jest w Platformie znacznie dłużej, 4 lata dłużej niż Sikorski. Szef MSZ to specyficzna, nietuzinkowa postać. Komorowski z pewnością też, ale popatrzmy na skalę porównawczą. Dziś dyskutujemy czy Komorowski, czy Kaczyński – a PO wyjdzie krok do przodu i stworzy wizerunek Sikorskiego – znacznie młodszego od prezydenta. Byłoby mu łatwiej przyjąć ten urząd w tym roku i za kolejne 5 lat. Sikorski jest bardziej charyzmatyczny, bardziej medialny. Komorowski to mąż stanu, którego nikt nie zna. O prezydenturę będzie trzeba walczyć, walczyć i jeszcze raz walczyć. Jeżeli ktoś realnie myśli o zwycięstwie, będzie musiał zadać sobie pytanie: jak wygrać z tak trudnym przeciwnikiem, jakim jest Kaczyński. Prezydent ma w swoich szeregach świetny zespół, który może wygrać wybory. A więc powrót do pytania o to, któremu z kandydatów pomoże Platforma. Czy część działaczy nie pomyśli – skoro Tusk nie kandyduje, to dlaczego mamy pomagać komuś innemu? Na podstawie doświadczenia praktycznego stawiam tezę, że autorem sukcesu wyborczego będzie partia polityczna, a nie jednostka będąca kandydatem. Pod pojęciem partia polityczna rozumiem struktury, doświadczenie i zgrany zespół gotowy do poświęceń. To pewnego rodzaju partiotyzacja kampanii wyborczej – jeżeli partia pomoże kandydatowi, ma on szanse, jeżeli nie, nie ma żadnych szans. Zarządzanie kampanią jest zagadnieniem na osobną rozmowę – jest kilkaset sztabów, wymaga to czasu, ludzi, energii, zaangażowania i pieniędzy. W tej chwili jest za mało czasu, aby wszystko dopiąć na ostatni guzik. A przecież partia pomaga w tej chwili już premierowi, rządowi, a nadchodzą również wybory samorządowe. Przed kandydatem PO na prezydenta trudne zadanie.
Uważa Pan zatem, że Lech Kaczyński ma szanse na przekroczenie tych magicznych 30 procent w drugiej turze, które dają mu wszystkie sondaże wyborcze?
Bardzo wielu specjalistów, jak i polityków, nie doceniło zespołu prezydenta Kaczyńskiego w wyborach w 2005 roku. Właśnie ten zgrany zespół jest największą szansą prezydenta. Zawsze powtarzam, że zwycięstwo w kampanii wyborczej (porównując kandydatów z PO i PiS) uzależnione jest od zespołu. Cała sztuka kierowania kampanią wyborczą polega na tym, że jeżeli mam zgrany zespół, który się rozumie, jesteśmy w stanie zrobić bardzo wiele. W przeciwnym razie motamy się jak ryba w wannie. Myślę, że obecny prezydent oraz jego małżonka to bardzo poważni przeciwnicy. Z punku widzenia pragmatyzmu zawodowego nie powinniśmy jednak nie doceniać ludzi z otoczenia prezydenta. Myślę o Michale Kamińskim, Adamie Bielanie oraz o dziesiątkach innych osób, które na ten wizerunek pracują. O wielu z nich przecież nie wie przeciętny Kowalski. Co równie ważne – Kaczyński się nie podda. Trzeba sobie uświadomić, że nie jest łatwo walczyć z urzędującym prezydentem. Proszę pamiętać: w czasie kampanii wyborczej obok lidera liczy się zespół tworzący wizję kampanii – PO nie potrafiło przez 6 lat znaleźć odpowiedzi na pytanie, jak zminimalizować szanse wyborcze prezydenta Kaczyńskiego.
Poleć znajomemu
-
Kefirreli 0
około 1 miesiąc temu Teza, że Tusk może nie chcieć zwycięstwa innego platformersa nad Kaczyńskim, owszem, ciekawa. Podobnie jak uwaga o kampaniofilii. Reszta to napawanie się własnymi słowami, typowe raczej dla teoretyka marketingu niż fachowca od jego uprawiania. Jeśli w przypadku Olechowskiego wszystko może się zmienić, to dlaczego w przypadku np. Morawieckiego już nie? Trochę krótka ta kołdra... Czytamy w wizytówce pod tekstem, że Sebastian Drobczyński to "twórca wielu udanych kampanii wyborc czytaj dalejTeza, że Tusk może nie chcieć zwycięstwa innego platformersa nad Kaczyńskim, owszem, ciekawa. Podobnie jak uwaga o kampaniofilii. Reszta to napawanie się własnymi słowami, typowe raczej dla teoretyka marketingu niż fachowca od jego uprawiania. Jeśli w przypadku Olechowskiego wszystko może się zmienić, to dlaczego w przypadku np. Morawieckiego już nie? Trochę krótka ta kołdra... Czytamy w wizytówce pod tekstem, że Sebastian Drobczyński to "twórca wielu udanych kampanii wyborczych". Może jakieś przykłady? Czytamy też, że pan Sebastian "prowadzi szkolenia m.in. z zakresu: autoprezentacji..." - no tak, w tym jest niezły.odpowiedź
Jedynka
Dwójka
Trójka
RMF Classic
RMF FM

